sobota, 10 lipca 2010

Recenzja: Girl Boss Guerilla (1972)

Tytuł oryginalny: Sukeban gerira
Tytuł angielski: Girl Boss Guerilla
Reżyseria: Norifumi Suzuki
Scenariusz: Takayuki Minagawa, Norifumi Suzuki
Kraj: Japonia
Data produkcji: 1972
Występują: Miki Sugimoto, Reiko Ike, Emi Jo, Toru Abe

IMDB LINK



Pod szyldem Sukeban series kryje się siedem obrazów traktujących o kobiecych gangach i choć wiadomo, że „Girl Boss Guerilla” był trzecim w kolejności, to odszukanie sensownego wyliczenia całej serii (mylonej z Delinquent Girl Boss movie series) niestety przerosło moje możliwości. Warto w tym miejscu nadmienić, że kształtujący się od początku lat siedemdziesiątych charakterystyczny styl Toei's Pinky Violence, stanowił w późniejszych latach silną przeciwwagę dla skrajnie mizoginistycznych produkcji Nikkatsu. Szacowane na ’74 narodziny nurtu S&M roman porno (wraz z premierami pionierskich obrazów Konumy - „Flower and Snake” i „Wife to Be Sacrificed”) zaowocowały wylewem o wiele bardziej perwersyjnych pinków w latach późniejszych, żeby wspomnieć o takich indywidualnościach jak Ohara („Zoom Up: Rape Site”, „White Rose Campus: Then Everybody Gets Raped”), Hasebe („Assault! Jack the Ripper”, „Rape! 13th Hour”), czy Kataoka (tetralogia „Subway Serial Rape”, „Apartment Wife: Ass Slave”)…

Sachiko (Miki Sugimoto), przywódczyni gangu czerwonych kasków, przybywa wraz ze swoimi dziewczynami do Kyoto. Tam, w drodze honorowych pojedynków, zagarnia tereny miejscowych żeńskich grup przestępczych. Mierząc się z Nami (Reiko Ike) zdobywa jej szacunek i włącza w swoje szeregi pokonane wcześniej rywalki. Od tej pory będą szantażować mężczyzn, którzy zauroczeni urokiem dziewczęcych ciał wpadną w ich sidła. Licząc na łatwy szmal kobiety zabierają się do roboty. Nieopatrznie zapominają jednak o prowizji dla miejscowej Yakuzy. Nasłany przez bossa brat Nami zaczyna im ciążyć, a uparta Sachiko o mało włos nie zostaje pobita przez gangsterów. Z łap bandziorów wybawia ją młody bokser, wkrótce rodzi się miedzy nimi namiętne uczucie. Kto jednak raz skonfliktował się ze światem przestępczym, tak łatwo z tego bajora nie wybrnie. Wszystko ma swoją cenę, w tym również i młodzieńczy zapał, połączony z niespotykaną łatwością w przysparzaniu sobie wrogów...

…a dziać się będzie całkiem sporo, wszak „Sukeban gerira” to nic innego jak zabarwiony erotyzmem yakuza movie w niezłym, czysto rozrywkowym wydaniu. Samo słowo sukeban oznacza w wolnym tłumaczeniu przestępczą dziewczynę (delinquent girl), bądź po prostu szefową gangu (grill boss). Opisane po raz pierwszy przez japońską policję w latach osiemdziesiątych, funkcjonowało jednak dużo wcześniej. Cechami charakterystycznymi według władz miały być rozjaśniane włosy, czy modyfikacje dokonywane w szkolnym mundurku (kolorowe skarpety, podwinięte rękawy, wydłużona spódnica). Zamieszane w wąchanie kleju, używanie stymulantów, obrabianie sklepów, większe kradzieże, prostytuujące się i agresywne młódki istotnie mają wiele wspólnego z bohaterkami girl boss series. Humorystyczna konwencja, w jakiej Toei przedstawia mafijne potyczki jest jednak wyobrażeniem zgoła odmiennym od szarej rzeczywistości, a wizerunek kolorowo poubieranych (choć i z tym bywa różnie), zbuntowanych kobiet pozostaje raczej echem szalonych lat siedemdziesiątych, niż jeżeli wiernym odwzorowaniem zdeprawowanych nastolatek. Nie lada atrakcję stanowią czarująca swoimi wdziękami Sugimoto („Terrifying Girls' High School: Lynch Law Classroom”, „Criminal Woman: Killing Melody”), oraz mściwa Ike („Sex and Fury”, „Female Yakuza Tale”) która do autentyczne krwawego rewanżu w świecie filmu doprowadziła dopiero w rok później. Obydwie starły się natomiast już wcześniej w „Terrifying Girls' High School: Women's Violent Classroom”, a ich scysjom nie było widać końca jeszcze przez ładnych parę lat…

Reasumując, Suzuki oferuje wesołe, acz strojące poważne miny przestępczynie, bójki na pięści, seksualne szantaże, erotykę z odrobiną sadomasochistycznych tortur w tle i choć nie był jeszcze uznanym mistrzem rzemiosła, nie przeszkodziło mu to w stworzeniu przyzwoicie sfotografowanego, dobrze zagranego reprezentanta ówczesnego stylu Toei. Motyw zemsty, oraz bunt młodych przeciw powszechnie przyjętym regułom - jako temat przewodni - godnie dopełniają dzieła, nie ujmując przy tym nic a nic jego rozrywkowości.. Pinky violence jak się patrzy!

by dux

poniedziałek, 5 lipca 2010

Recenzja: Flowers and Snakes (1974)

Tytuł oryginalny: Hana to hebi
Tytuł angielski: Flower and Snake (aka Flowers and Snakes)
Reżyseria: Masaru Konuma
Scenariusz: Yôzô Tanaka
Kraj: Japonia
Data produkcji: 1974
Występują: Naomi Tani, Nagatoshi Sakamoto, Hiroko Fuji, Hijiri Abe




Oniroku Dan… prawdopodobnie najsłynniejszy pisarz sadomasochistycznych nowel w Japonii. To właśnie w jego głowie zrodził się pomysł na „Hana to hebi”, który – przelany uprzednio na papier – zainteresował studio Nikkatsu. Filmowa adaptacja „Flowers and Snakes” przesądziła, że powstaną kolejne ekranizacje czytadeł Dana (kręcone na przełomie lat ’74-’88).

Shizuko Tôyama (Naomi Tani) to żona władczego, tyranizującego ją prezesa wielkiego przedsiębiorstwa. Koniec końców postanawia odejść od męża. Pan Tôyama, rozwścieczony nieposłuszeństwem kobiety, wcale nie zamierza jednak tak łatwo dać za wygraną i pogodzić się z utratą swej 'własności'. Nauczką dla niepokornej Shizuko ma być seksualna tresura, której przeprowadzenie zleca jednemu ze swoich pracowników. Mężczyzna jest impotentem na wskutek traumy wyniesionej z dzieciństwa, niemniej poddając ofiarę serii sado-erotycznych prób zdaje się powoli dochodzić do siebie…

Jeden z prekursorów subnurtu S&M roman porno, który na wespół z „Wife to Be Sacrificed” („Ikenie fujin”, 1974) przyczynił się do wylewu znacznie bardziej perwersyjnych filmów erotycznych w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, kiedy jeszcze nikt nie myślał o nadmiernej brutalizacji kina seksploatacji. Innowacyjny obraz Konumy zawiera w sobie to wszystko, z czego słynie styl Nikkatsu – przedmiotowe traktowanie kobiety, szorstką erotykę, w tym shibari (amatorom sztuki wiązania rekomendowana jest w szczególności czwarta odsłona serii, o wiele mówiącym podtytule „Rope Magic”) i inne techniki sado-maso (lewatywa). Uwagę zwraca przede wszystkim kunszt realizacyjny – bajecznie kolorowe kadry, śmiałe i wysmakowane sceny seksu w ujęciu soft-core (ze wspaniałą sekwencją w ogrodzie na czele), oraz wkradający się tu i ówdzie surrealizm. Warto odnotować, że podstawowy wątek schodzi z czasem na dalszy plan, co umożliwia psychologizację sylwetki najętego trenera S&M, jako faceta z traumą i rodzące się w bólu porozumienie na linii kidnaper-uprowadzona; wszak to romans, tyle że pikantny, doprawiony szczyptą komediowych akcentów.

Sam Dan mimo, iż z efektu końcowego zadowolony nie był, postanowił nie zrywać współpracy z najstarszym studiem filmowym w kraju. „Flower and Snake” pozostaje zaś jednym z najważniejszych reprezentantów nurtu roman porno, rozpatrywanym głównie poprzez pryzmat znaczenia historycznego, znacznie łagodniejszym od późniejszych, skrajnie mizoginistycznych dokonań Konumy - „Wife to be Sacrificed” (1974) i „Woman in the Box: Virgin Sacrifice” (1985).

                             by dux



sobota, 26 czerwca 2010

Recenzja: Rusted Body: Guts of a Virgin III (1987)

Tytuł oryginalny: Gômon kifujin
Tytuł angielski: Female Inquisitor (aka Rusted Body: Guts of a Virgin III)
Reżyseria: Kazuo 'Gaira' Komizu
Scenariusz: Kazuo 'Gaira' Komizu
Kraj: Japonia
Data produkcji: 1987
Występują: Keiko Asano, Saeko Kizuki, Ayu Kiyokawa, Hitomi Kazama        

IMDB LINK


W „Female Inquisitor” Komizu znacznie oddalił się od poetyki horroru, rezygnując z pierwiastka nadprzyrodzonego jakim w „Guts of a Virgin” („Shojo no harawata”) był żądny gwałtu, usmarowany błotem stwór, a w „Guts of a Beauty” („Bijo no harawata”) powstałe z umarłych, hermafrodytyczne monstrum z dumą prezentujące przed kamerą swoje uzębione prącie i niezwykle chłonny srom…

On – młody bankier i ona – jego żona; porwani zostają przez bandę zwyrodniałych złodziei. Przewodząca im, szczodrze obdarowana przez naturę Ichijiru, pragnie się obłowić za wszelką cenę. Zarządza poddanie ofiar sadystycznym torturom, jednak dopiero za sprawą seksu wydobywa od zmachanego małżeństwa pożądane informacje…

Gdy leśne zło zgwałciło już wszystko, co tylko miało pochwę, a ociekająca śluzem bestyjka zaprosiła w objęcia swego krocza łepetynę znienawidzonego mężczyzny Komizu zadecydował, iż w swoim następnym dziełku zastąpi je diabłami w ludzkich skórach. Posunięcie to o tyle nietrafione, że trylogia straciła swój pazur, a „Rusted Body: Guts of a Virgin III” okazał się czystym exploitem, erotyczną komedią do obejrzenia na raz, a zarazem w sam raz na nudny wieczór. Trudno bowiem oczekiwać, że odrobina gore (m.in. wyrywanie zębów) i pojękiwania parzących się z oprawcami biedaków, zaspokoją wymagania smakoszy japońskiej seksploatacji. Na ich tle nieco ciekawiej wypadają męczarnie mężczyzny, któremu wpierw uniemożliwia się wytrysk, potem zaś raz za razem doprowadza do orgazmu. Zdecydowanie najmocniejszym akcentem „Gômon kifujin” pozostaje jednak opuszczenie rozhisteryzowanej ofiary do balii pełnej maleńkich ryb – rozdrażniane przez szantażystów stworzenia penetrują kobiecy odbyt i narządy rozrodcze. Wszystko to w wydaniu softcore, nie liczcie więc przypadkiem na ostre porno z mikroskopowymi zbliżeniami!

by dux